Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

3/14/2018

Makijaż: Unicorns Unite raz jeszcze - dwie propozycje makijażu!

Cześć!

Na fanpage i w wiadomościach prosiłyście mnie o pokazanie możliwości paletki Unicorns Unite (recenzja TUTAJ) nie tylko na swatchach, ale również na powiekach. No więc pokażę Wam, jak szybko zmalować dwa, tak różne od siebie makijaże!


Podczas recenzji wspomniałam, że jest to paletka mega uniwersalna: stworzymy za jej pomocą zarówno delikatnego dzienniaka, jak i kolorowy, wieczorowy makijaż. Teraz zobaczycie to sami. Oba makijaże zrobiłam za jednym zamachem, po jednym oku na każdą wersję. Niestety z powodu złego samopoczucia (jeśli śledzicie mnie na Insta i fp, to wiecie, że miałam ostatnio spore przeboje z brzuchem: łącznie z podejrzeniem zapalenia wyrostka) nie miałam sił bawić się w full mejkap dla każdej wersji z osobna. Ale może to i lepiej, bo na jednym zdjęciu możecie porównać, jak różne mogą być makijaże stworzone tą paletką.

Moja wersja makijażu dziennego nie jest specjalnie delikatna, ale jaśniejsze odcienie matów pozwolą Wam rozjaśnić i złagodzić efekt końcowy.


Kolorem pomarańczowym oraz literką a oznaczyłam kolejne cienie użyte w makijażu kolorowym, czerwień i to dzienniak. Jak widzicie na powyższej fotce: numer 1 jest wspólny dla obu makijaży, zaraz dowiecie się dlaczego 😊

Jako cienia transferowego (ułatwiającego późniejsze blendowanie) używam najczęściej pojedynczego cienia Nina Ricci o numerze 03 (całe 2 zł na Paatal!), który jest troszkę ciemniejszy i bardziej pomarańczowy niż cienie z tej paletki. Jednak jeśli już używam paletki, to zwykle nie chce mi się już grzebać w moim koszyczku z pojedynczymi okazami, więc do akcji wkraczają dwa najjaśniejsze matowe beże.

1 po zagruntowaniu powieki korektorem lub bazą nakładam jasny beż na prawie całą powiekę, zwłaszcza w jej załamanie oraz pod łukiem brwiowym.

I teraz przechodzimy do poszczególnych makijaży. Prezentują się one tak (na brwiach moja ukochana pomada, o której już wkrótce!):

Wersja kolorowa makijażu:

2a załamanie powieki podkreślam matowym różem, dokładnie go blendując.

3a na mniej więcej 3/4 powieki ruchomej, zaczynając od wewnętrznego kącika (jednak nie od samego jego początku, przesuwam się o jakiś 1 mm ku zewnętrznej stronie powieki) nakładam błyszczący róż

4a zewnętrzną częś powieki podkreślam fioletem, rozcierając dokładnie przejście między kolorami. Z fioletem wjeżdżam tez minimalnie w zewnętrzną część załamania powieki

3 i 4a powtarzam w takiej samej kolejności na powiece dolnej

5a używam czarnego cienia (w zależności od humoru: albo matu, albo błyszczącego) w mikroskopijnej ilości, aby jeszcze bardziej przyciemnić zewnętrzny kącik oka.


Wersja dzienna makijażu:

2b średni (ciemniejszy z paletki) matowy brąz służy mi do podkreślenia załamania powieki i zewnętrznego kącika oka

3b na powiekę ruchomą nakładam jaśniejszą wersję brązu

4b tu też sięgam po odrobinkę czerni, tym razem matowej i delikatnie przyciemniam zewnętrzny kącik oka

(tu ponownie: taka sama kolejność na powiece dolnej)

5b jeśli możecie sobie pozwolić na odrobinę błysku, to polecam odrobinkę mieniącej się miedzi nałożyć na środek powieki :)

Oczywiście po każdym etapie nie zapominamy o blendowaniu, tak by kolory przechodziły między sobą płynnie i bez ostrych odcięć
(tu musicie pamiętać, że na zdjęciach nawet delikatna chmurka koloru potrafi rozdzielić się na dwa kolory, bo w zależności od składu cienie potrafią odbijać światło lampy, zwłaszcza z bliskiej odległości, zupełnie inaczej, co sprawia, że zaczynają się od siebie odznaczać. Nie likwiduję tego efektu na zdjęciach podczas obróbki /blur to zuo!/, więc musicie wierzyć na słowo, że na żywo przejścia między kolorami wyglądają zdecydowanie delikatniej).



W obu wersjach makijażu kończę etapem szóstym:

6 biorę na mały pędzelek odrobinę błyszczących beży z lewego górnego rogu paletki i delikatnie zaznaczam wewnętrzny kącik oka.

Na koniec kreska eyelinerem, ulubiony tusz do rzęs i tyle 😀 Proste, prawda?


A na ostatnim foto: moje najukochańsze pędzelki. Jutro czeka je pranie, więc zrobię szczegółowe fotki i pokażę Wam, jakie z nich cudowności. Oczywiście cały makijaż wykonany właśnie nimi!









3/08/2018

Makijaż: Paletka Unicorns Unite od MakeUp Revolution. Swatche, recenzja.

Cześć!

Dawno, dawno temu... Oj tak, minęło dobrych parę miesięcy, odkąd stałam się szczęśliwą posiadaczką paletki MUR Unicorns Unite. W tym czasie przetestowałam ją w różnych okolicznościach, w zestawieniu z różnymi innymi kosmetykami, więc w końcu nadeszła pora, żeby napisać o niej coś więcej!


Paletka trafiła do mnie podczas z jednych zakupów, które regularnie robię na e-zebrze. Swoją drogą: bardzo polecam tę drogerię! Szybka dostawa, dobrze zabezpieczone produkty no i ceny przyjazne dla naszego portfela. A ich zakładki są urocze – poniżej fotka paletki z jedną z nich 😀


Jak widzicie paletka zawiera 12 cieni błyszczących, często z dodatkiem mikro-drobnego brokatu (który w żadnym razie nie daje "odpustowego" efektu), kolejne 6 kolorów to są cienie typowo matowe. Cienie błyszczące są bardziej miękkie, masełkowate i w sumie nie robi im różnicy czy nakładam je pędzlem z włosia naturalnego czy też sztucznego. Maty natomiast zdecydowanie bardziej "kleją się" do naturalnych pędzelków, przy sztucznym włosiu lubią się lekko osypywać. Poniżej prezentuję swatche całej paletki – weźcie jednak poprawkę na to, że rękę mam bladą jak ściana 😂, więc na ciut ciemniejszej skórze twarzy jasne kolorki są zdecydowanie bardziej widoczne!


Swatche wykonałam bez żadnej bazy: jednym, czasem dwoma delikatnymi pociągnięciami pędzla. Wykonując makijaż oczu na powiekach mam zazwyczaj albo korektor albo bazę Ingrid, więc kolory cieni stają się dużo wyraźniejsze.

Oczywiście, jak to zazwyczaj bywa w paletach – niektóre kolorki są minimalnie mniej napigmentowane niż inne, ale całościowo oceniam paletkę bardzo dobrze.
Jej niewątpliwym atutem jest mieszanka kolorów neutralnych z tymi bardziej szalonymi, więc wykonamy nią zarówno delikatnego dzienniaka, jak i też odważny i kolorowy makijaż wieczorowy. Dwa beżowe maty świetnie sprawdzają się w roli cieni transferowych, jak tez do rozjaśnienia obszaru pod łukiem brwiowym. Z kolei błyszczący beż i odcień szampana mogą z powodzeniem służyć jako rozświetlacze!

Makijaż wykonany o poranku trzyma się bez uszczerbku do samego wieczora. Jedynie kiedy nie dam bazy: na sam koniec dnia staje się lekko wyblakły, ale wciąż wyrazisty. Jednak cienie nie migrują, nie osypują się w ciągu dnia, więc jestem bardzo na tak!

Długo trzymałam markę MUR na dystans, jednak z każdym kolejnym produktem mam ochotę na więcej. Poniższe produkty są kolejne na mojej wishliście – czy miałyście któreś z nich? Polecacie? Na jakie inne produkty powinnam zwrócić szczególną uwagę?













1/21/2018

Makijaż: Micel dla wrażliwców. Czy faktycznie jest taki delikatny?

Cześć!

Długo było mi nie po drodze z płynami micelarnymi. Trochę ponad miesiąc temu nadarzyła się w końcu okazja do przetestowania jednego z nich: moja mama dostała na imieniny zestaw kosmetyków, w którym znalazł się płyn miceralny, przeznaczony również do demakijażu bardzo wrażliwych oczu. Jako, że moja mama nie maluje sie wcale, to oczywiście szybko sobie go przywłaszczyłam :) Jak się spisuje?


Producent obiecuje nam sporo:

Aktywny demakijaż. Delikatny płyn micelarny skutecznie usuwa makijaż i zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Odświeża i oczyszcza cerę, a jednocześnie pozostawia ją nawilżoną i gładką. Jego formuła jest bardzo łagodna dla skóry i oczu, płyn nie powoduje szczypania i zaczerwienienia. Demakijaż jest łatwy i komfortowy, nie wymaga intensywnego pocierania.

Jak się sprawuje Delikatny płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu?

Do opakowania i szaty graficznej nie można się przyczepić (no, może ten róż 😉, ale to oczywiście tylko i wyłącznie moja osobista niechęć do tego koloru). Buteleczka jest zgrabna, poręczna, a zamykanie mocne i trwałe. Geometryczno-kwiatowa grafika została umieszczona na spodniej warstwie naklejki na tyle opakowania: bardzo lubię takie rozwiązanie, bo dzięki ruchom płynu obrazek sprawia wrażenie wręcz trójwymiarowego. Informacji na opakowaniu jest sporo, ale podane są w zwięzły sposób, więc nie ma potrzeby godzinnego studiowania etykiety. Która, swoją drogą, doskonale znosi wilgoć panującą w łazience: napisy są trwałe a klej nie puszcza.

Skład też jest niczego sobie, krótki, z bezpiecznymi składnikami. Choć, jak wspominałam w jednym z wcześniejszych wpisów: mnie nie przekonuje informacja od producenta, że nie ma potrzeby zmywania go ze skóry; w końcu troszkę chemii tam jest, więc po co ją, z dnia na dzień, kumulować na powierzchni skóry? 


Z założenia płyn micelarny przeznaczony jest on do cery wrażliwej – i co istotne, także do wrażliwych oczu. Moje takie, poza okresem pylenia traw, takie nie są. Grzebanie w oczach podczas używania soczewek: żaden problem. Cień, który dostał się do oczy podczas malowania, ścierająca się z linii wodnej kredka? Zero podrażnienia. Rozmaite płyny, mleczka do demakijażu też nie robią na nich wrażenia. 

A Soraya? I tu olbrzymia niespodzianka: podczas pierwszego użycia oczy piekły mnie tak, jak jeszcze nigdy dotąd podczas demakijażu! Kolejne użycia bywały mniej lub bardziej przyjemne, ale zawsze jakiś dyskomfort odczuwałam. Skoro ja, mając normalne, dość odporne oczy odczuwałam pieczenie, to co może się dziać, kiedy ktoś faktycznie ma wrażliwe, skłonne do podrażnień oczy? Wolę nie myśleć, brrrr! 

Jeśli chodzi o sam demakijaż, to produkt też większego szału nie robi. Delikatny no-makeup usuwa w miarę dobrze, ale wystarczy troszkę więcej tuszu, ciemniejszy cień i zaczynają się schody. Nie ważne, jak długo trzymałam na powiekach mokry płatek kosmetyczny – nie ma szans, by produkt usunął wodoodporną maskarę. To już zwykłe, nawilżane chusteczki dla dzieci, którymi czasem "z pierwszego" ścieram mejkap potrafią sobie poradzić znacząco lepiej. 

Nie będzie niestety z tego miłości. Być może przemęczę się i dokończę opakowanie, ale na pewno do niego nie wrócę. Ani do niego, ani do innych wariantów: bo skoro wersja dla wrażliwców sprawia problemy, to jakoś nie mam ochoty sprawdzać wersji przeznaczonych do skór bardziej odpornych.













11/29/2017

Makijaż/pielęgnacja: Czy dziecko powinno się malować? I kiedy to "dziecko" a kiedy już "nastolatka"? Na ile pozwolić naszej młodej damie?

Cześć!

Normalnie dawno mi się nie zdarzyło, bym pisała posta tak w biegu, na gorąco. Bo po raz kolejny na facebookowej grupie związanej z makijażem zaczęła się g...oburza, dziewczyny podzielone na dwa obozy i wojna ;) Więc z miłą chęcią wtrącę swoje trzy grosze (czego też nie omieszkałam się uczynić we wspomnianym poście na grupie).


Makijaż. We współczesnym świecie chyba każda kobieta, chociaż raz na jakiś czas, robi sobie full mejkap. Czasem w ramach wyjątku, na imprezę, czasem chodzi w nim codziennie. I nie jest to wynalazek naszych czasów – nasze matki też się malowały, nasze babcie już też, chociaż w mniejszym stopniu. Czy jest więc coś dziwnego w tym, że młoda kobietka naśladuje swoją mamę, starszą siostrę czy sąsiadkę? No chyba nie. Dziś na fejsie rozpętała się burza: bo trzynastolatka wstawiła swoją fotkę w pełnym makijażu. Do oceny makijażu, żeby posłuchać rad, co może poprawić, by dowiedzieć się, z czym ma problem. Komentujące kobiety podzieliły się na dwa obozy – jedne konstruktywnie oceniały wykonanie makijażu, inne wylewały wiadro pomyj i rzucały tekstami: "gówniara do książek, a nie do pędzli", "kto to widział w tym wieku".

Według mnie: dopóki nie przesadza: chodząc w ciemnym smoky do szkoły (choć tu też uważam, że to sprawa pomiędzy nią, rodzicami a szkołą – która czasem w to ingeruje), to czy naprawdę jest to takie złe? Jeśli (tak, jak wspomniana dziewczynka) nastolatka ma do tego dryg, talent, to czemu ma nie ćwiczyć swoich umiejętności? Czemu zamiast porad czyta falę hejtu? Czy serio kobiety nadal potrafią być tak ograniczone, że uważają, że nauka i makijaż nie mogą iść ze sobą w parze? I czy naprawdę, z ręką na sercu, mogą powiedzieć, że w tym wieku same nie kombinowały już z makijażem?


Opowiem na swoim przykładzie: mając niecałe 12 lat, zaczęłam mieć problemy z trądzikiem. I tak, używałam słynnego Constance Carol – oczywiście 3 tony za ciemnego, bo mi nie miał kto doradzić – żeby choć trochę ukryć pryszcze i poprawić swoje samopoczucie. Mało tego, rzęsy też już wtedy zaczęłam malować. I wiecie co? Nie byłam w szkole jedyną dziewczynką w tym wieku, która  zaczynała się malować. Połowa mojej klasy, nie mówiąc już o roczniku wyżej, zaczynała swoją przygodę z makijażem (Bosh, jak my wtedy wyglądałyśmy😂😆). I wiecie co? Nie przeszkodziło mi to przez kolejne X lat mieć świadectwa z czerwonym paskiem, nie przeszkodziło w wygrywaniu olimpiad, nie przeszkodziło w zdaniu egzaminu na koniec gimnazjum najlepiej z mojego rocznika.

Teraz mamy internet, Facebooka, tematyczne grupy. Czemu nie doradzić takiej dziewczynce, by robiła to lepiej, niż my w jej wieku? Czy naprawdę, zamiast tego ma czytać przykre komentarze kierowane w jej stronę? Prawda jest taka, że jeśli dziewczynkę ciągnie do makijażu, to nadal będzie to robić, ale być może gorzej, bo nie usłyszy cennych porad. Ba! Nawet jeśli mama jej zabroni się malować, to pewnie zrobi to w szkolnym WC, kosmetykami pożyczonymi od koleżanki.



Przechodząc do tematu pielęgnacji: bo usuwanie zbędnego owłosienia pod tę kategorię można podciągnąć. Obecnie praktycznie każda kobieta depiluje się w mniejszym lub większym zakresie. I odnośnie nastolatek – tu też mam podobne zdanie. Jeśli dziewczynka weszła już w okres dojrzewania i źle się czuje ze zbędnym owłosieniem, to czemu jej zabraniać coś z tym zrobić? Mało tego: sądzę, że każda matka powinna w tym czasie porozmawiać z córką, nauczyć ją obsługi maszynki (te moje pocięte nogi 😉), czy wręcz czasem zaingerować. Bo chociażby szkoła, wspólna szatnia, przebieranie się na WF. Nastolatki potrafią być...niemiłe, delikatnie mówiąc. Więc dziewczynka sama powinna podjąć decyzję, czy chce usuwać owłosienie, czy już, czy za jakiś czas.

Ja zaprzyjaźniłam się z maszynką od razu, gdy pierwsze włoski zaczęły się u mnie pojawiać. A co lepsze: z powodów rodzinnych mieszkałam wówczas z moją siedemdziesięcioletnią babcią. I wiecie co? Złego słowa od niej nie usłyszałam, jak to czasem starsze kobiety potrafią. Pierwszą maszynkę kupiłam sobie sama, z kieszonkowego, a babcia, gdy tylko to zobaczyła – przy najbliższej wizycie na hurtowni chemiczno-kosmetycznej osobiście kupiła mi ich zapas. Nie musiałam pytać, prosić. Po prostu mi je dała, nie wnikając w to, w jakim zakresie ich używam.

Odnośnie wspomnianej niżej ingerencji – tak, sądzę, że czasem matka powinna włączyć myślenie, wysyłając dorastającą córkę na basen czy kąpielisko. W te wakacje, będąc nad pięknie zagospodarowanym do celów rekreacyjnych stawem w mojej okolicy, spotkałam się z sytuacją, gdzie pomyślałam sobie "co jej matka ma w głowie?". Ja, jako strachliwiec, siedziałam sobie w płytszej części "basenu", który im dalej od brzegu, tym jest głębszy. Tuz obok mnie pojawiła się trójka nastolatków, chyba rodzeństwa. Chłopak i dziewczyna gdzieś w wieku 18-20 lat wraz z młodszą siostrą. Dziewczynka miała może 10-12 lat, ubrana była w jednoczęściowy strój kąpielowy: dość wysoko wycięty w okolicach pachwin. Naprawdę, nie trzeba było się wpatrywać, bo rzucając kątem oka te parę metrów dalej, widziałam doskonale, by dostrzec gęste, ciemne włosy wychodzące spod stroju 😱. Nie, nie uważam za konieczne, by taka dziewczynka robiła sobie pełną depilację okolic intymnych. Ale delikatna ingerencja i okiełznanie owłosienia byłyby naprawdę wskazane. Lub po prostu zmiana ubioru na zdecydowanie bardziej zabudowany. A o to powinna zadbać matka (lub w ostateczności starsza siostra). Bo matka chyba widziała ja w tym stroju? No bo idąc na basen, kąpielisko: przynajmniej ja nie uważam za przyjemność oglądanie czyjegoś owłosienia łonowego.











4/30/2017

Banggood - pierwsza część wiosennego zamówienia -> kolorowo!

Hejka :)



Czekam na drugą część paczki od Banggood i czekam - i doczekać się nie mogę. No więc na razie wrzucam pierwsze wrażenia na temat rzeczy, które zdążyły do mnie dotrzeć 😊
W pierwszej przesyłce znalazł się zestaw makijażowo - paznokciowy: farbki do ciała oraz lakier do stempli. Paczka, jak to przeważnie paczki z tamtych okolic - szła około miesiąca (no a druga nadal gdzieś krąży, choć wkrótce miną 2 miesiące 😔). Zabezpieczenie paczki - kawałek folii bąbelkowej i tyle; na szczęście nic się nie uszkodziło ani nie wylało. 



Szczerze? Mam bardzo mieszane uczucia do tych dwóch rzeczy. 

Po pierwsze: farbki. Opakowanie z mocnego, acz wizualnie tandetnego plastiku. Zwykła kasetka podzielona na 12 kwadratów - z których będzie ciężko wydłubywać farbkę, gdy będzie jej mniej. Plusem jest spora ilość farbki - każde okienko zawiera jej prawie 11 g. 

Nastawiałam się na używanie ich (po zagruntowaniu sypkim cieniem) jako eyelinerów. Niestety pigmentacja pozostawia wiele do życzenia 😕 Zobaczcie sami na fotkę poniżej - nabrałam na palce naprawdę sporą ilość farbki, a i flesh podbił dość mocno intensywność kolorów. Do typowych malowanek na całej twarzy jakoś ujdą - zwłaszcza po wzmocnieniu ich klasycznym cieniem - ale nie są rewelacyjne. 



Lakier do stempli - w słoneczno - żółtym kolorze, w sam raz na poprawienie humorku w taką szarugę, jaka ostatnio panuje za oknem. Zgrabna i pojemna (10 ml) buteleczka, wygodnie trzyma się ją w dłoni. Pędzelek dość szeroki, co jest dużym atutem, gdy pokrywa się lakierem płytkę do stempli. 



No i co? No i też nie za ciekawie. O ile sam kolor naprawdę bardzo mi się podoba, to już efekty po jego użyciu niekoniecznie. Z powodu totalnego skrócenia pazurków (przy krojeniu cebuli nóż nie obszedł się z jednym z nich łaskawie😉) - swatcha zrobiłam na wzorniku. Efekt niestety nie powala. Na białym podkładzie jest ok - ale na jasnym tle nawet "zwykłe" lakiery często dają radę. Na czarnym tle - efekt jest słaby, kolor wygląda, jak za mgłą.😞 Niby jako bazę do mani stosuję głównie jasne lakiery, ale na coś innego też mam czasem ochotę. A tutaj - nic z tego. 


Podsumowanie

Tak więc ten... No jakoś zużyję te produkty, zmarnować się nie zmarnują. Ale liczyłam na widoczniejsze efekty. Liczę też na to, że druga paczka w końcu dotrze, a zawartość będzie bardziej zadowalająca. 😉 Rzeczy z zupełnie innej bajki, ale co zamówiłam, to przekonacie się, jak już będę je mieć u siebie!



Buziaki :*

8/15/2016

WYZWANIE - tydzień 5 - PODSUMOWANIE

Hej hej :)

W tym tygodniu coś nie dopisałyście, mam tylko kilka Waszych prac do pokazania. 

Najpierw podsumowanie poprzedniego tygodnia:


Pierwsze miejsce Nihil Novi



Drugie miejsce zajęły trzy osoby: 


Mirrorowisko





Kamila Lyll 





Colorful Life Blog







A teraz prace na dzisiejszy tydzień:


1. Nihil Novi



2. Kamila Lyll





3. Colorful Life Blog




4. Lakierkowo




5. Mirrorowisko





Zapraszam do głosowania!



Buziaki :*

7/24/2016

WYZWANIE Tydzień 2 - Black & White - PODSUMOWANIE

Hej :)

Przyszła pora na podsumowanie drugiego tygodnia wyzwania. Ale zanim to nastąpi - wygrane z tygodnia poprzedniego :) 









1 miejsce - 10 głosów - Kamila Lyll 







 2 miejsce -- 6 głosów - Colorfull Life Blog 



3 miejsce - 5 głosów - 
ex aequo Lakierkowo i Mirrorowisko 





A teraz pora na pokazanie tegotygodniowych prac :) 





1. Jelly Nails 





2. Adorianna 







3. Nihil Novi 






4. Honorata





5. Kalakteryzacja







6. Kamila Lyll 







7. Martyna 






8. Mirrorowisko 







9. Lakierkowo






10. Ja 




11. Colorfull life blog




Głosujcie na swoich ulubieńców, ja zaraz w komentarzu też to zrobię :) 




Buziaki :*

7/11/2016

WYZWANIE makijażowo - paznokciowe

Hej :)


Ale się zakręciłam - na Facebooku od dawna o tym trąbie, a na blogu ani razu nie wspomniałam. W tym tygodniu zaczyna się Wyzwanie makijażowo - paznokciowe. Tematy i termin przysyłania prac poniżej.




Zadanie, wbrew pozorom nie jest trudne - inspirujecie się tytułem, albo słowami danej piosenki :)


1. Brathanki - Czerwone korale
- folklor, patriotyzm, czerwone koraliki


2. 
Kombi - Black & White
- i tyle w temacie 


3.
 Budka Suflera - Bal Wszystkich Świętych


- barok, biżuteryjne, złoto, srebro, karnawał, przepych  

4.
  U. Dudziak - Papaya

- egzotyka, tropiki, rajski ptak, kolory

5. M. Szpak - Colour of Your life
-ulubiony kolor

Oczywiście to tylko skromne przykłady jak można zinterpretować temat. Możecie skupić się na tytule, możecie oprzeć się o jakąś frazę tekstu 


Prace przesyłacie mi na maila (kociolekrozmaitosci@gmail.com) w tytule wpisując: WYZWANIE - TydzieńX - Nazwa pod jaką mam opublikować.

A oto lista uczestniczek - w każdej chwili możecie dołączyć, nawet na tylko jeden tydzień :) 




 Ja


Martyna Sęk
Sylwia Jurek
Marta Macek
Honorata Osowska

adorianna
JellyNail
Kamila Lyll

Nihil Novi 


Prace możecie też wrzucać na Facebooku, pod odpowiednim postem (TUTAJ), ale nie polecam, bo Facebook strasznie niszczy jakość zdjęć. 
Na następny dzień po upływie terminu przesyłania prac na dany tydzień - publikuję post zbiorczy, a Wy głosujecie. Dla zwyciężczyni przewidziany upominek ;) 


Buziaki :*

4/09/2016

Fioletlove

Hej hej :)


Jeśli czytacie mojego bloga już jakiś czas to wiecie, że uwielbiam kolor fioletowy w każdej postaci. Wczoraj, po baaardzo długim czasie udało mi się w końcu zrobić parę fotek makijażu :) Wiem, opuściłam się, ale jeśli się już malowałam to zapominałam pstryknąć zdjęcie. Teraz postanowiłam to nadrobić i udało mi się zmalować smoky w moich ulubionych kolorkach specjalnie na potrzeby bloga :) 



Wykonanie makijażu jest bardzo proste - załamanie powieki zaznaczam chłodnym odcieniem brązu i dokładnie rozcieram, żeby stworzyć delikatne przejście koloru. Zewnętrzny i wewnętrzny kącik zaznaczam czarnym matowym cieniem i również porządnie blenduję. Na koniec środek powieki zaznaczam sporą ilością fioletu. 




Dolną powiekę robię analogicznie, pomijając jedynie czarny cień w wewnętrznym kąciku. Na koniec kreska, tusz do rzęs - i gotowe :) 







Buziaki :*