Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

12/06/2017

Włosy: Jak przyspieszyć wzrost włosów? Sprawdzone kosmetyki przyspieszające porost włosów - mój zestaw must have!

Hej!

Mimo, że moje włosy z reguły rosną dość szybko, to ostatnimi czasy szukałam sposobu, by zahamować ich wypadanie i sprawić, by zastopowane tempo wzrostu wróciło do normy. Chcę Wam dziś przedstawić mój zestaw ratunkowy, dzięki któremu czupryna wróciła do dawnej gęstości. I znów rosną mi do 3-4 cm na miesiąc, gdzie przez jakiś czas praktycznie stały w miejscu.


Nie są to wszystkie kosmetyki, które stosowałam przez ostatni rok. Szampon hamujący wypadanie włosów miał swój post już jakiś czas temu. Chwalę sobie olejek łopianowy z Green Pharmacy z dodatkiem papryczki, i również dodaję go do zestawu ze zdjęcia niżej. 

Słowem wstępu dwa wyjaśnienia:

  • wspominałam Wam już nie raz, że moje włosy mają tendencję do obciążania, i PO myciu nie nakładam już nic. Kosmetyki pielęgnujące, czy takie zestawy jak dzisiejszy nakładam na skalp 2-3 godziny przed myciem włosów, przy okazji wykonując masaż, dodatkowo zakładam folię i ręcznik, by zapewnić ciepło, które poprawia krążenie: a więc powoduje głębsze wnikanie kosmetyków
  • NIE, nie zaczęłam od stosowania tego zestawu na raz, w całości. Każdy pojedynczy produkt to najpierw próba uczuleniowa, później samodzielne stosowanie. Następnie, po próbie: do zestawu dorzucałam kolejny produkt. Czasem przygotowuję mieszankę na kilka użyć w opakowaniu po starej odżywce, czasem mieszam na bieżąco. Czasem są to 2-3 produkty, czasem i 5. Zależy co akurat mam na stanie, czy chcę odżywić włosy bardziej lub mniej. 


O szamponie już pisałam (zeszłej zimy dopadło mnie takie wypadanie włosów, ze po zakupie turbo szczotki do odkurzacza: 90% tego, co zebrała, to były moje kudły wbite w długowłosą wykładzinę 😂), więc dziś o maskach, wcierkach itp.

Bania Agafii: mój hit. Uwielbiam te saszetki z zakrętką, poręczne, a producent pomyślał o sensownym zamykaniu. Kupuje na zmianę wszystkie, które w nazwie mają coś w stylu "na porost", "przeciw wypadaniu". Ta ze zdjęcia to maska do włosów - super silna - wzmocnienie, stymulacja wzrostu. ma beżowy kolor i przyjemny, ziołowy zapach. Ma 7 głównych składników, m. in. olej cedrowy, łupiny z cebuli, mech dębowy – i co ważne jest w 100% naturalny. Mimo, że później używam szamponu, to włosy są po niej odczuwalnie bardziej miękkie i mniej podatne na plątanie, a skóra głowy odświeżona. Ostatnio dokupiłam również saszetkowy Szampon - aktywator wzrostu, ale jeszcze go nie używałam.

Fioletowa butelka to jałowcowa Bania Przeciw wypadaniu włosów. Ma zielonkawy kolor, intensywny zapach jałowca oraz rzadszą konsystencję niż jej saszetkowe siostry. Moje ulubione zamknięcie na uchylny klik to kolejny plus! Efekty podobne jak po saszetce - miękkie i gładkie włosy.

Drożdżowa maska Babci Agafii to już moje kolejne opakowanie. Drożdżami prawie jej nie czuć, ma przyjemny, kremowy zapach, lekko lejąca konsystencję. Również bardzo ją lubię 😊

Eliksir ziołowy Green Pharmacy jako jedyny czasem stosuję po myciu, bo ma bardzo lekka formułę. Jest to zupełnie bezbarwny, typowo wodny spray o delikatnym zapachu – skrzyp, łopian i inne zioła tworzą delikatna kompozycję zapachową, która zupełnie nie jest drażniąca: wręcz przeciwnie. Suptelny, przyjemny zapach otula włosy i uprzyjemnia jej stosowanie. 

Andrea to znany większości włosomaniaczek eliksir prosto z Chin. Jak zawsze powtórzę: nie namawiam do używania, musi to być Wasza autonomiczna decyzja. Jednak wśród dziewczyn używających jej jeszcze nie trafiłam na zupełnie negatywne opinie typu uczulenia czy podrażnienia: czasem po prostu u jednych działa słabiej. Dużo tez zależy od partii, na jaką trafimy podczas zakupu: nawet Chińczycy podrabiają chiński produkt, który stał się tak popularny! Osobiście używam jej również czasem (jak sobie przypomnę 😉) na brwi.

Tak jak już wspomniałam: najczęściej używam mieszankę większości z nich, nakładaną i wmasowywaną w skalp, noszoną przed zmyciem przez kilka godzin. Czasem dodaję olej arganowy lub kokosowy, czasem inne odżywki. Totalny miks i improwizacja.

Powyższy zestaw oceniam na maksa, po znów mam gęste włosy, które rosną jak szalone!









11/26/2017

Włosy: Tymczasowa koloryzacja bez niszczenia włosów - pianka Venita Trendy Mousse

Cześć!
Od czasów nastoletnich regularnie farbowałam włosy. Często zmieniałam ich kolor, nie raz bardzo drastycznie, i oczywiście zawsze samodzielnie ;) Czasem się dziwię, ze w liceum nie zostałam łysa, ale dzięki cudnym genom moje włosy są bardzo pancerne, odporne na wszelkie preparaty, wysoką temperaturę i tak dalej. Jednak jakiś czas temu postanowiłam wrócić do naturalnego koloru – w sumie nieciekawego, bo jest to typowy mysi blond.


Jakoś w marcu, mając już włosy do łopatek: ścięłam je dość mocno, wraz z końcówkami pozbywając się ostatnich resztek farby. Jednak nie byłabym sobą, gdybym już w okolicach wakacji nie zaczęła kombinować 😂 Mimo, że jak wyżej wspomniałam, moje włosy są mocne to nie chciałam fundować im amoniaku lub jego pochodnych i postanowiłam przetestować hit tego lata. Pianka koloryzująca pozwala na tymczasową zmianę koloru, w teorii zmywa się po kilku–kilkunastu myciach całkowicie i nie niszczy włosów. Postawiłam na markę Venita, i od razu kupiłam 3 kolory z serii Trendy Mousse: wściekłą pomarańcz( nr 24), ognistą czerwień (34) i wyrazisty fiolet (40).

Niestety nie zrobiłam zdjęć w kartonikach: puszki są identyczne dla każdego koloru, a jego numer jest skrzętnie ukryty na spodzie opakowania.


Na pierwszy ogień, w połowie lipca poszła pianka koloryzująca w kolorze pomarańczowym. Aplikacja jest troszkę trudniejsza, niż w przypadku farby czy saszetek, ale nie jest źle. Trzymałam ją na włosach, zgodnie z zaleceniami producenta około 20 minut. I co? NIC. No, prawie nic – na moich mysich kosmykach dała jedynie delikatną poświatę, widoczną tylko w słońcu.

Podejście drugie: fioletowa pianka użyta pod koniec lipca.



I tu wyszło super. Wyrazisty fiolet towarzyszył mi przez miesiąc. Początkowo sprał się do delikatnego ombre, jednak na koniec z niebieskiego barwnika (bo pamiętacie z plastyki: fiolet = czerwony + niebieski) zostały jedynie zielone tony, więc mój blond lekko zalatywał glonami 😋

Na koniec, początkiem września nałożyłam ognistą czerwień. Prezentowała się świetnie, i ja też się super czułam w takim kolorku. Jednak przez te 1,5 miesiąca włosy zdążyły mi troszkę podrosnąć, cały czas stosuję maski i wcierki przyspieszające wzrost, więc również pojawiły się baby hair, które trochę zagęściły czuprynę. Z tego powodu jedno opakowanie pianki wystarczyło mi tak ledwie, ledwie, zupełnie na styk. A jak z trwałością czerwieni? No i tu niespodzianka. Minął wrzesień, minął październik a kolor wciąż siedział na włosach, jedynie lekko wypłowiały. Pojawiły się odrosty, niektóre pasemka minimalnie bardziej zbladły, ale ogólnie pianka zachowuje się niewiele gorzej niż tradycyjne farby. Czy to źle? I tak, i nie. Nie dziwię się komentarzom na fanpage Venity: niektóre mamy pozwoliły na tę – w założeniu dość szybko zmywalną koloryzację – swoim nastoletnim córkom na czas wakacji. Wakacje się skończyły, a pianka na włosach została. W zależności od użytego koloru: niekoniecznie mogło być to mile widziane w szkołach, prawda?

Osobiście z tej trwałości jestem zadowolona: bo efekt, jak po farbie, ale z nadzieją na zmycie (pewnie z pomocą szamponu przeciwłupieżowego proces przyspieszymy), ale Venita nie bierze zupełnie odpowiedzialności za obietnice składane w opisie produktu. Bo każdemu odpowiada (ja też, w ramach testu, napisałam pytanie w wiadomości na stronie producenta, a w komentarzach dokładnie ta sama śpiewka), że trwałość zależy od kondycji włosa itp. Ok, rozumiem, że na rozjaśnianych, zniszczonych włosach kolor może się utrzymywać zdecydowanie dłużej. Ale nie sądzę, żeby nastoletnie dziewczynki, pierwszy raz sięgające po preparat koloryzujący miały aż tak zniszczone włosy, by pianka w takim stopniu się w nie "wgryzła". Moje włosy również są w bardzo dobrej kondycji, niskooporowe, więc tu tłumaczenie Venity o kondycji włosów zupełnie nie gra.


Sama kupiłam w czwartek kolejne pianki, tym razem już po 2 sztuki na 1 użycie (może z 4 pianek uda się zrobić 3 podejścia, zobaczymy). Cztery razy czerwień i dwa razy inny kolorek: a jaki, to zdradzę jak go już nałożę 😉 I tu spotkała mnie mała niespodzianka podczas zakupów – "mojej" czerwieni były dostępne 4 opakowania, więc wzięłam wszystkie. Dosłownie 15 minut po zakupie zadzwoniła do mnie miła pani ze sklepu, z przeprosinami, że wkradł się im błąd i tej czerwieni mają tylko trzy sztuki. Mając do wyboru zwrot pieniędzy lub inny kolor: poprosiłam, by wybrała kolor najbardziej zbliżony do tego, jak się okazało po (ekspresowym) przybyciu paczki padło na wiśnię. Od razu w piątek nałożyłam kolor: tzn. nakładała mi go mama. Mieszałam na bieżąco w sporej miseczce mniej więcej równe porcje czerwieni i wiśni i powiem Wam, że jestem zachwycona efektem! Wyszło coś dokładnie pomiędzy – niby czerwień, ale minimalnie wpada w wiśnię, i połysk jest właśnie typowo wiśniowy. Cudny kolorek!

Podsumowując: aplikacja i opakowanie są okej. Trwałość? Tu zależy od koloru pianki, od wyjściowego koloru Twoich włosów, ich kondycji, no i wychodzi na to, że od widzie-mi-się danej pianki. Tak więc zakup pianki koloryzującej Venita Trendy Mousse to troszkę loteria, nie wiadomo, jakiego efektu się spodziewać.

Sama będę wierna czerwieniom i fioletowi, ale obiektywnie oceniając – kupujesz na własne ryzyko i nie masz pewności, jaki będzie efekt końcowy.














11/23/2017

Włosy: Spray STYLING EFFECT od Joanny – hit czy KIT?

Cześć!
Jeśli śledzicie mnie na Insta, to być może zauważyliście, że złapałam fazę na kręcenie loków. Co prawda moje włosy są dość oporne na stylizację, ale dużo pomogło mi ostatnie cięcie wykonane specjalnie pod tym kątem. Jednak by utrzymać moje gęste i ciężkie włosy w ryzach potrzebuję również wsparcia w postaci produktów do stylizacji. I dzisiaj parę słów o takim jednym gagatku. Czy się polubiliśmy?

Zazwyczaj włosy kręcone na noc, przeważnie w ślimaczki a'la Reni Jusis 😂, rzadziej na papiloty – już po paru godzinach zaczynały się prostować. Tradycyjna pianka, nawet nakładana bardzo  oszczędnie dodatkowo je obciążała, z żelem czy lakierem nie za bardzo mi po drodze. Kiedy ostatnia promocja w Rossmannie zagnała mnie w jego progi: w moje oczy wpadła zgrabna buteleczka z różowawym płynem w środku. Typowo wodnista konsystencja dawała nadzieję na lekka formułę. Jak się u mnie sprawdza Spray Styling Effect Joanna?


Według producenta mgiełka powinna pomóc nam uzyskać ładny kształt loków i je utrwalić. No to co, pierwsze podejście. Standardowo: wieczorem, po umyciu włosów zostawiłam je lekko wilgotne i wzięłam do rąk buteleczkę (w sumie dość poręczną) ze sprayem. Pierwsze psiknięcie i otulił mnie przyjemny, słodko-kwaskowaty zapach. ALE!!! Spray? Mgiełka? Nie! Dozownik tego produktu to jakieś nieporozumienie. Zamiast faktycznie tworzyć mgiełkę: skupia płyn i dozuje go wręcz punktowo, co powoduje zlepianie i obciążanie włosów. Mimo ponownego rozczesania włosów w celu rozprowadzenia produktu: zaowocowało to następnego ranka fryzurą a'la wku***ony Chopin. Część włosów faktycznie utworzyła przyjemne loczki, część tylko lekko się pofalowała, a reszta tworzyła smętnie zwisające strąki. Nie pozostało mi nic innego, jak umyć włosy i spłukać z nich preparat.

Nie jest to pojedynczy przypadek wadliwego działania rozpylacza. Zaczęłam grzebać w sieci i na wizażowym forum dziewczyny skarżyły się na to samo.

Wracając do samej zawartości tego felernego opakowania: ja radziłam sobie albo psikając 1 dozę na wilgotne dłonie, rozcierając go i delikatnie przeczesując włosy palcami. Albo wołałam kogoś do pomocy, żeby pryskał z większej odległości, niż sama mogę to robić. Tu jednak sporo produktu tracimy, bo osiada nie tylko na włosach, ale i dookoła. Teraz przelałam płyn do innej butelki. Bo nałożony poprawnie działa naprawdę fajnie! Jak do tej pory moje włosy prostowały się już popołudniem, a wieczorem po skręcie zostawały ledwie widoczne resztki. Teraz chodzę w lokach bite 2 dni – chociaż oczywiście wiadomo, że po nocy są one już mniej wyraziste niż pierwszego dnia. Chociaż taka mniej "wygłaskana" fryzurka również mi bardzo odpowiada.

No i cóż, mam mieszane uczucia wobec mgiełki. Bo mgiełka, sama w sobie działa naprawdę świetnie. A skoro na moich włosach, nieskorych do współpracy, się sprawdza, to przypuszczam, ze sprawdzi się u większości z Was. I za działanie dałabym 10/10, bo to naprawdę mój hit.

Jednak kwestia dozownika znacząco psuje wizerunek produktu. Bo skoro jest dozownik, który ma tworzyć mgiełkę, to dlaczego nie spełnia swojej roli? Czemu, jako użytkowniczka sprayu, mam kombinować – "jak by go tu zaaplikować?". Jakieś dozowanie dłońmi, angażowanie osób trzecich. Przelewanie do innych opakowań. No porażka jakaś, Joanna się tu nie popisała! Za opakowanie dałabym 1/10, inaczej się nie da, bo większego kitu jeszcze nie spotkałam.

Więc średnia ocena to:


Ani nie polecę, ani nie odradzę. Świetne działanie produktu okupione będzie trudnością w jego używaniu. Jeśli dla pięknych loków jesteście skłonne pocierpieć: wypróbujcie, na skuteczności produktu nie powinnyście się zawieść.












8/19/2017

Ambasadorka Kosmetyczna - Szampon Derma Plus z ekstraktem z goji

Cześć! 

Jakiś czas temu pokazywałam Wam na Facebooku nowy portal, który zrzesza osoby lubiące testować kosmetyczne nowości. Mi się udało załapać do jednej z pierwszych akcji, i wreszcie nadeszła pora, by napisać parę słów o produkcie, który wpadł mi w ręce 😊


Przesyłka dotarła do mnie bardzo szybko, jednak nie obyło się bez przygód – tu zażalenia oczywiście nie do samego portalu Ambasadorka Kosmetyczna, ale podwykonawcy odpowiedzialnego za pakowanie i wysyłkę. Pudełko, w którym został wysłany szampon było dopasowane wielkością dosłownie na styk (a nawet o kilka milimetrów za małe) – tuba z szamponem została wciśnięta do niego na siłę, bez żadnego dodatkowego zabezpieczenia – nawet głupich starych gazet nie uświadczyłam, nie mówiąc już o luksusie w postaci folii bąbelkowej. W związku z za małym opakowaniem zgrzew tuby podczas zamykania i oklejania paczki został wygięty, co zaowocowało pęknięciem opakowania. Oczywiście nie mogąc wykluczyć też innej opcji –  że pęknięcie nastąpiło jeszcze wcześniej i zostało po prostu niezauważone podczas pakowania – miałam pewne obawy przed użyciem produktu: no bo kto by mi zagwarantował, że opakowanie nie stało uszkodzone na magazynie, w nie wiadomo jakich warunkach, przez X czasu?

Nie mając pewności, jak wyglądały losy szamponu – oczywiście od razu spisałam z kurierem protokół szkody, i przesłałam do portalu informację o zaistniałej sytuacji. Kontakt przez fp Ambasadorki troszkę się przeciągnął z powodu szkolenia, na którym były dziewczyny, ale nie mogę powiedzieć – jak tylko wróciły do pracy, to zareagowały bardzo szybko. Już 2 dni robocze później miałam u siebie nowy szampon. I wiecie co? Za drugim razem nawet komuś udało wpaść się na jakże genialny i odkrywczy pomysł, że pakując kosmetyki należy taśmą klejącą zabezpieczyć korek przed przypadkowym otwarciem, a całe opakowanie produktu owinąć folią bąbelkową 😂

Dobra, opisałam małą przygodę związaną z paczuszką – to teraz pora, by zająć się dokładniej jej zawartością 😊


Co pisze o nim producent?


Szampon z wyciągiem z organicznych Goji jest delikatny do mycia, bogaty w antyoksydacyjne i odżywcze właściwości, zapewniając świeżość, wigor i nawilżenie. Do wszystkich rodzajów skóry i włosów. Dzięki ekstraktom z nagietka i oliwy z oliwek, ma działanie kojące i zmiękczające, odżywia, chroni skórę i włosy, zapewniając nawilżenie, miękkość i ochronę w codziennej pielęgnacji.

Składniki aktywne:

  • Ekstrakty organiczne jagody goji – antyoksydacyjne i odżywcze działanie
  • Nagietek, oliwa z oliwek – włściwości kojące i zmiękczające


Jak używać? 
Wmasować na wilgotne włosy i głowę aż do wytworzenia piany, a następnie spłukać.


Moje wrażenia:

Szampon zamknięty jest w niekoniecznie typowym, dla tego rodzaju produktów, opakowaniu – tubie o pojemności 250 ml. Według mnie, to bardzo wygodne rozwiązanie, bo chcąc go użyć nie musimy czekać, aż zawartość pojemnika słynie ku otworowi. W przypadku szamponu Derma Plus jest to o tyle ważne, że jego konsystencja jest bardzo zbita.  Na plus jest też "matowy" plastik, z którego wykonano opakowanie, dzięki czemu nie wyślizguje się ono z mokrych dłoni.

Jak wiecie z moich poprzednich wpisów – mam bardzo gęste i grube włosy, i zawsze myję je 2 razy. Omawiany szampon do pierwszego mycia się u mnie zupełnie nie sprawdza – jego budyniowa wręcz i mało pieniąca formuła sprawia, że zawartość tuby znika w zastraszającym tempie. Dlatego przy pierwszym myciu zostaje przy moim zwyklaczku z Biedry, który nie dość, że jest tani jak barszcz, to świetnie się pieni i jest wydajny, ale co najważniejsze: moje włosy po prostu go lubią. 


Przy używaniu Derma Plus do drugiego mycia jest już znacznie lepiej: wydajność znacząco wzrasta, przede wszystkim dzięki temu, że pieni się dużo lepiej. Bardzo ładnie pachnie, i po jego spłukaniu zapach jest wyczuwalny jeszcze dość długo. Oczywiście pod warunkiem, że nie użyjemy później perfumowanej odzywki 😉

No i tu dochodzimy do kolejnej kwestii – po użyciu szamponu włosy nie zachwycają miękkością i delikatnością, więc przydałoby się nałożyć coś po nim, mimo, że producent deklaruje na opakowaniu właściwości zmiękczające. Nie, nie ma wielkiej tragedii, jaką nie raz miałam okazję doświadczyć po innych szamponach, ale rozczesywanie nie jest idealne, a włosy w dotyku są średnio przyjemne. 

Jak widzicie w opisie – szampon zawiera w sobie kilka odżywczych dodatków. I jak w przeważającej większości przypadków (wyjątki mogę policzyć na palcach jednej ręki) zupełnie nie sprawdza się to na moich wybrednych włosach. Wspominałam Wam parę razy, że wszelkie maski i odżywki stosuję przed myciem, trzymając je na włosach jak najdłużej, a najlepiej toleruję zupełnie proste szampony, które mają za zadanie tylko oczyścić włosy i nie maja w składzie żadnych bajerów, a po szamponie staram się na włosy nie nakładać już zupełnie NIC. W przypadku szamponów z jakimiś ekstra składnikami zazwyczaj przygoda z nimi kończy się znaczącym przyspieszaniem przetłuszczania moich kudełków, i tak tez było tym razem.

Nie, nie znaczy to, że szampon jest zły! Na włosach wymagających dociążenia, bardziej zniszczonych z pewnością sprawdzi się dużo lepiej, i na pewno warto (jak zresztą większość kosmetyków) przetestować go na własnej skórze; a raczej w tym przypadku własnych włosach 😉





Buziaki :*

4/19/2017

Testuję z Diagnosis - szampon Dermastic przeciw wypadaniu włosów

Dzieńdoberek 💜

Jakiś czas temu dotarła do mnie kolejna już przesyłka od Pana Piotra z firmy Diagnosis. Minął już rok, odkąd współpracujemy, więc miałam przyjemność przetestować sporą część asortymentu sklepu. Choć ceny nie zawsze należą do najniższych, to przekonałam się, że produkty ze sklepu są warte każdej złotówki!

Dziś przyszła pora napisać o jednym z produktów, które tym razem do mnie trafiły.


Jako, że jesienią/zimą dopadły mnie problemy z wypadaniem włosów, czego efektem było ich znaczne skrócenie w marcu - do testów wybrałam szampon marki Demastic przeciw wypadaniu włosów, z nadzieją, że wraz z innymi bajerami do pielęgnacji ograniczą sypanie się włosów. Problem był spory - po zakupie turboszczotki do odkurzacza zebraliśmy z włochatej wykładziny w pokoju wielki kłąb moich włosów. Szczotka - czyszczona codziennie - wyglądała, jakbym przez miesiąc jej nie ruszała, po każdym myciu włosów w wannie odpływ zapychały włosy 😖

Co o szamponie pisze producent?


Opis produktu
Specjalistyczny Szampon przeciw wypadaniu włosów został opracowany dla kobiet i mężczyzn z problemem przedwczesnego wypadania włosów. Składniki odżywcze kompleksu BaicapilTM (kiełki soi i pszenicy bogate w cukry, tarczyca bajkalska, arginina) chronią komórki mieszków włosowych przed starzeniem dzięki czemu wydłużają fazę anangenową wzrostu włosów. BaicapilTM dodatkowo pobudza aktywność i żywotność istniejących mieszków stymulując wzrost nowych włosów oraz zwiększając ich objętość. Skuteczność kompleksu BaicapilTM została potwierdzona badaniami in vitro, in vivo przeprowadzonymi pod kontrolą dermatologiczną.
Sposób użycia
Nanieś szampon na mokre włosy, a następnie intensywnie masuj okrężnymi ruchami do wytworzenia piany. Po umyciu włosów spłucz ciepłą wodą. W celu uzyskania lepszego efektu wzmocnienia włosów zaleca się stosowanie Szamponu z Serum oraz Plastrami przeciw wypadaniu włosów Dermastic.
Składniki
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Propylene Glycol, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Polyquaternium-10, Disodium EDTA, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Arginine, Lactic Acid, Glycine Soja Germ Extract, Triticum Vulgare Germ Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Gluconolactone, Aloe Barbadensis Leaf Juice.
Jak widzicie na zdjęciu, szampon zamknięty jest w poręcznej, smukłej butelce o pojemności 200 ml. Szata graficzna bardzo mi się podoba, napisy się nie ścierają, butelka nie wyślizguje się z mokrych dłoni. No i coś, co uwielbiam w płynnych kosmetykach (zobaczcie zdjęcie poniżej) - dozownik w formie uchylnego "dzióbka". Cena 30 zł - może nie należy do najniższych, ale czy warto? O tym już za chwilę.


Jako, że moje włosy są bardzo gęste, to zawsze myję je przynajmniej dwa razy. Do pierwszego mycia używam najzwyklejszego szamponu z Biedry.

Swoją drogą moje włosy najbardziej lubią takie zwyklaczki bez zbędnych dodatków, wszelakie odżywki czy maski zawsze stosuję przed myciem - nosząc je na włosach minimum dwie godzinki - zastosowanie czegokolwiek PO szamponie sprawia, że moje włosy bardzo szybko się przetłuszczają. I zazwyczaj to samo się dzieje, gdy szampon ma cokolwiek dodatkowego w składzie. W tej kategorii jednym z zaskoczeń był szampon kokosowy, o którym pisałam -> TUTAJ <- który mimo odżywczych dodatków nie przyspieszał w żaden sposób przetłuszczania.

Kolejny szampon ze sklepu Diagnosis - i kolejne zaskoczenie. Mimo właściwości pielęgnacyjnych moje włosy utrzymują świeżość równie długo, co po zwykłym szamponie. Sam szampon jest praktycznie bezzapachowy, dość rzadki i przezroczysty.


Bardzo dobrze się pieni - jeśli używam go czasem już do pierwszego mycia, to wiadomo, trzeba go nabrać minimalnie więcej. Jeśli dopiero do drugiego to wystarcza naprawdę odrobinka. Tego typu szampony z zasady po rozprowadzeniu i spienieniu na włosach trzymam przynajmniej kilka minut nim je spłukam, by miały chociaż tę chwilkę na zadziałanie.

Efekty?

Włosy wypadają zauważalnie mniej. W pewnym stopniu na pewno miało na to wpływ odciążenie cebulek - po pozbyciu się prawie 2/3 z długości. Jednak szampon na pewno miał na to spory wpływ - wymaga jednak regularnego stosowania, gdy odstawiłam go na kilka tygodni włosów w wannie czy na szczotce znów zaczęło pojawiać się ich więcej, jednak nie tak dużo, jak wcześniej.

Jak wspomniałam - pieni się doskonale, co ma niebagatelny wpływ na jego wydajność. Butelkę 200 ml mam i mam, i jakoś skończyć się nie chce. Cena 30 zł wydaje się więc w miarę adekwatna do wydajności i działania, które jest dość zauważalne.

Dodatkowo po umyciu nim włosy są miękkie, nie plączą się, łatwo się rozczesują.




Buziaki :*

10/12/2015

Szampon Jantar

Cześć :)


Ostatnio przedstawiałam Wam mojego nowego ulubieńca w tej kategorii, dziś podzielę się z Wami moim rozczarowaniem. Zachęcona świetnym działaniem słynnej wcierki Jantar - skusiłam się na szampon z tej samej serii.




Co pisze o nim producent?



Na składach zupełnie się nie znam, więc ocenę pozostawiam Wam. 


Szampon na dość gęstą, bezbarwną formułę, pachnie dość przyjemnie. Pieni się dobrze. I tu koniec pozytywów. Po myciu włosy są szorstkie, plączą się, miałam dość duży problem z ich rozczesaniem, przy okazji pozbyłam się ich całej garści. Nigdy więcej. Może do krótkich włosów się sprawdzi, może działa, ale ja po szamponie oczekuję wygładzenia włosów i ułatwienia ich rozczesywania - nie na odwrót. 

Nie polecam.





Buziaki :*

10/09/2015

Szampon ziołowy Green Pharmacy

Hej hej :)

Do większości szamponów z dodatkami podchodzę bardzo sceptycznie. Nawet te, z założenia, przeznaczone do przetłuszczających się włosów potrafią obciążyć moje kłaczki. Mam dwa sprawdzone szampony których się trzymam, a do wszelkich nowości podchodzę jak do jeża ;) 


Dzisiejszy egzemplarz mnie zaskoczył. Pozytywnie.  Ale po kolei:


Szampon zamknięty jest w ciemnej buteleczce o trochę nietypowej pojemności - 350 ml. Butelka prosta, etykiety w stonowanej kolorystyce - nie straszna im wilgoć panująca w łazience. 




Na składach nie znam się ni w ząb, więc Wam pozostawiam jego ocenę. Szampon ma postać bezbarwnego żelu o przyjemnym, lekko ziołowym zapachu. Pieni się dobrze.



No i przechodzimy do konkretów - szampon nie obciąża moich włosów, co jest dla mnie najistotniejszym czynnikiem przy wyborze produktu. Po umyciu włosy nie są splątane, rozczesują się bez problemu. Są miękkie i przyjemne w dotyku, sypkie. Coś mi się widzi, że zdradzę moich dotychczasowych ulubieńców w tej dziedzinie ;)

Szampon kupicie TUTAJ, za oszałamiającą kwotę 9 zł :D Nic, tylko brać :)

Polecam jak najbardziej :)







Buziaki :*